niedziela, 11 marca 2018

Nie bójmy się porównań

Budujące, że nie jestem osamotniony w moim poglądzie na Polskę (i to nie od dziś), smutne, że nic z tego nie wynika. Polecam lekturę profesora Janusza Majcherka.

Przed wyborami pisałem w tym tonie listy do gazet, choć mniej rzeczowo, bo nie mam tej wiedzy i doświadczenia co pan profesor. Żaden nigdzie nie został wspomniany i nikt mi nie odpisał. Żadnej takiej wypowiedzi też w mediach w tym czasie nie znalazłem.

Teraz nadal sami się cenzurujemy, a w międzyczasie PiS robi z Polską co im się podoba. Jak ktoś uważa, że na nazywanie faszyzmem polityki PiSu trzeba czekać aż będą krwawo pacyfikować swoich przeciwników lub wsadzać ich do więzień to niech wyjaśni co wtedy planuje zrobić.

Na razie przeczytałem jedynie następny ponury żarcik - PiS chciałoby zdelegalizować Razem za propagowanie komunizmu. Składal już ktoś wniosek o delegalizację PiS czy raczej czekamy na normalną prokuraturę?

sobota, 10 marca 2018

Siły zbrojne

Dużo się ostatnio mówi o fatalnym stanie inwestycji w polskiej armii. Duże, kluczowe programy są zatrzymane i nie ma perspektyw na ich szybką realizację. Ażeby przekuć porażkę w sukces proponowałbym przedefiniowanie strategii obronnej państwa. Wyszedłbym z trzech podstawowych założeń.

1. Polska armia konwencjonalna nie jest w stanie samodzielnie zatrzymać agresji (rosyjskiej) na swoje terytorium.
2. Aby zagwarantować interwencję sojuszników w razie konfliktu potrzebujemy atutów obronnych i gospodarczych, których będą oni mieli
interes bronić.
3. Rozwój i modernizację armii należy rozwijać w kierunkach, na których zyska również przemysł cywilny, żeby ponoszone koszty zwracały się również w czasie pokoju.

Zastanowić się należy jakie mogą być atuty z punktu 2. Gospodarczymi zajmę się innym razem, tu skupię się na wojskowych. Z pewnością bateria rakiet, nawet najnowocześniejszych do takich nie należy, bo:
a) Amerykanie i tak mają ich więcej,
b) w pierwszym dniu konfliktu rakiety zostaną wystrzelone (o ile przeciwnik nie zniszczy ich wcześniej) i nie będzie już czego bronić.
Podobną argumentację można odnieść do okrętów, samolotów czy jednostek lądowych. Pozostaje jednak baza obronna w formach nie rozwiniętych jeszcze w dużym stopniu w pozostałych krajach. Proponowałbym dwa kierunki:
1. Kadra wykwalifikowana do wojny cybernetycznej.
2. Tani i nieskomplikowany w produkcji (choć skomplikowany w projekcie) sprzęt typu drony.

Punkt 1 jest bardzo trudny do spełnienia, ponieważ nie wiemy dokładnie jakich kompetencji będzie wymagał konflikt w internecie. Ponieważ mamy jednak już jego przedsmak (np. ingerencja rosyjska w wybory w USA i Francji) i mamy rozbudowany na dobrym poziomie system edukacji informatyków należałoby zacząć na tej bazie budować. Zamiast łożyć fundusze na chłopców z karabinami, którzy nic nam nie pomogą na wojnie, a jedynie mogą pacyfikować opozycję lub na rakiety, które może zadadzą straty przeciwnikowi, ale tylko opóźnią nieuniknione te same pieniądze przeznaczmy na rozwój kadry cyberżołnieży. A że wojna informacyjna jest już codziennością, będą mieli co robić.

Opcja 2 wydaje się być również w naszym zasięgu. Nigdy nie będziemy produkować np. samolotów bojowych na światowym poziomie, bo mamy za wiele do nadrobienia, a nikt na nas czekać nie będzie. Tymczasem przemysł dronów jest młody, nie ma jeszcze doświadczonych graczy na rynku. Równocześnie celem jest stworzenie maszyn tanich w wykonaniu, żeby można je było stosować na masową skalę nie martwiąc się stratami. Jak widać na przykładzie konfliktu w Syrii takie maszyny mogą nawet zadawać znaczne straty regularnemu wojsku (samoloty bojowe uszkodzone na lotnisku). Równocześnie mogą być używane do celów wywiadowczych czy pomocy medycznej na polu walki.

Oba te rozwiązania, a szczególnie drugie przynoszą też zyski w czasie pokoju. Wyszkoleni informatycy odchodząc ze służby mogą tworzyć firmy usługowe i wprowadzać nowe technologie na naszy rynek - słowem generować zyski dla polskiej gospodarki. Drony natomiast mają szereg cywilnych zastosowań włącznie z wzmiankowaną pomocą medyczną. Dron ze specjalistycznym sprzętem w warunkach dużego ruchu ulicznego w mieście może na miejsce wypadku dotrzeć szybciej niż jakikolwiek inny środek transportu. Zakłady produkujące drony dla wojska mogą z powodzeniem wypuszczać na rynek cywilne modele. Trudniej o to w przypadku produkcji czołgów, samolotów czy nawet śmigłowców.

Jeśli Polska będzie mieć na swoim terenie zasoby przydatne na wojnie np. z Rosją będzie automatycznie miała większe szanse na wsparcie sojuszników pragnących zachować zdolność bojową tych niekonwencjonalnych oddziałów.

Oświata

Najważniejsza misja państwa. Proponuję projekt pod tytułem: Stabilizacja i szacunek dla nauczyciela.

Po pierwsze za dużo było ostatnio zmian systemowych w edukacji. Cierpią na tym dzieci, które nie wiedzą czego się spodziewać i cierpią nauczyciele, którzy nie mają czasu do zmian siebie i młodzież przygotować. Proponuję zamknąć dyskusję na temat waloru gimnazjów i przyjąć, że reformujemy edukację w formacie obecnym. Z doświadczeń gimnazjów możemy skorzystać w dyskusji na temat programu i metod nauczania.

Po drugie postuluję, że z najlepszym systemem a bez dobrego nauczyciela nic nie osiągniemy, a dobry nauczyciel poradzi sobie nawet w marnym systemie. W związku z tym musimy dążyć do zwiększenia prestiżu tego zawodu oraz poszerzenia odpowiedzialności i udziału nauczycieli w kształtowaniu systemu edukacji.

Należy rozpocząć kampanię społeczną promującą zawód nauczyciela jako społecznie cenny, odpowiedzialny i satysfakcjonujący. Należy również ująć w niej kwestię tzw. sprawiedliwości społecznej. Słyszy się argumenty, że nauczycielom nie należy więcej płacić, bo mają mało godzin roboczych i wakacje lub, że należy im te przywileje ograniczyć, np. przez dyżury i zajęcia wakacyjne. Trzeba społeczeństwu uświadomić, że nie chodzi o to, by każdy miał po równo, bo komunizm odrzuciliśmy jakiś czas temu, ale o to, byśmy mieli dobrze kształcone dzieci. Wobec tego, że to nasz priorytet nauczyciele powinni mieć więcej niż inni.

Równocześnie powinniśmy ułatwiać nauczycielom osiąganie samodzielności w pracy z dziećmi. Między innymi zmniejszyć zależność nauczyciela stażysty od opiekuna stażu, aby ten ostatni służył pomocą i radą, ale nie miał pełnej kontroli nad dopuszczeniem do awansu na nauczyciela kontraktowego. Sytuacja obecna blokuje niejednokrotnie możliwości realizacji zawodowej osobom młodym i chętnym do działań wykraczających poza obecnie stosowane przez ich opiekunów metody.

Kolejnym ważnym punktem będzie zmniejszenie zależności nauczyciela od bazy programowej. Swoboda działania pozwoli kompetentnym nauczycielom znającym swoich podopiecznych na dopasowanie prezentowanych treści do zdolności grupy. Mniej utalentowani lub pracowici dalej mogą podążać za wskazówkami programu.

Jeśli chodzi o treści programu proponuję wrócić do starego systemu nauczania - usystematyzowanego i chronologicznego. Proponowałbym natomiast zachować i rozbudować elementy wspólnych projektów uczniów, a nawet poszerzyć ten sposób nauczania dopuszczając projekty realizowane w mieszanych grupach wiekowych. Jest to niewątpliwie wyzwanie dla nauczycieli więc nie powinno być obowiązkowe. Jednak wiadomo, że systemy nauczania nie segregujące dzieci wiekowo (np. Montesori) działają i mają swoje mocne strony. Należałoby więc zachęcić i otworzyć pole do takiej aktywności dla chętnych nauczycieli w ramach zajęć dodatkowych i zabezpieczyć na to dodatkowe środki finansowe.

Program

Nie wiem jak Wy, ale ja nie wierzę w inny sposób na zmianę władzy niż ogólnopolski protest i strajk generalny. Wolne wybory należy włożyć między bajki gdy PiS ma już PKW i sądy, tubę propagandową z TVP, a media prywatne czekają na wyrok. Jeśli już się zbierzemy i uda nam się zmienić urzędników, którzy mają nas reprezentować to staniemy przed podwójnym problemem. Będziemy potrzebować posprzątać bałagan, który zrobił Kaczyński i będziemy potrzebowali programu na następne lata.

Na sprzątnie mówiąc szczerze nie mam dobrej recepty. Sytuacja wygląda trochę jak wejście do pokoju dziecięcego po hucznej zabawie - nie wiadomo co najpierw wziąć do ręki, bo wszędzie katastrofa. Na pewno postulowałbym odwołanie z urzędu wszystkich osób powołanych na podstawie przepisów sprzecznych z konstytucją lub ustanowionych nieprawidłowo oraz postawienie przed sądem wszystkich funkcjonariuszy PiS co do których mamy udokumentowane przekroczenia prawa. Jeśli chodzi o dokumentację tych przekroczeń to na pewno jest niepełna, ale myślę, że bogata. Gorzej, że same sądy, które mogłyby oceniać postępowanie PiS są już bezprawnie zmodyfikowane i trzeba je najpierw oczyścić. Kto i jak może to przeprowadzić w sposób niekwestionowany niestety nie wiem.

Jeśli chodzi o program to przedstawię w najbliższym czasie kilka pomysłów, które przychodzą mi do głowy. Nie są dopracowane, bo nie dysponuję dodatkowym etatem. Gdyby się zdarzyło, że ktoś chciałby z nich korzystać byłbym bardzo rad i mogę pomóc z ich doprecyzowaniem.

wtorek, 6 marca 2018

Opozycja

Do szkoły chodził mały Grześ. Grzecznie odrabiał zadania od pana profesora i uczył się pilnie. Kiedy przy tablicy dostawał tróję tupał nóżkami i krzyczał, że on przecież dobrze się nauczył, ale skarcony potulnie wracał do ławki. To przecież szkoła, nie Sejm, i profesor ma zawsze rację. Kiedy koleżanka dostawała dwóję uśmiechał się, że przecież nie jest najgorszy. Koledzy jednak go słuchali i lubili, sam nie wiem za co...

Opozycjo, nie idź za Grzesiem. Sejm jest od tego, żeby bronić tego w co wierzycie, nawet jeśli nie wierzy w to Wasz lider. Jedną partię wodzowską już mamy i to o jedna za dużo.

P.S. W dawnej Platformie rdzeniem była wizja państwa pana Tuska nadająca polityce kierunek (nie zgodzę się, że bezpieczne państwo minimalnie ingerujące w sprawy obywatela to nie wizja) i pluralizm pozwalający każdemu, nawet nie objętemu wizją obywatelowi mieć jakąś swoją małą cząstkę Polski. Teraz zamiast wizji mamy kunktatorstwo, a zamiast pluralizmu mordawkubłyzm.

Trochę autocenzury

Pod wpływem artykułu profesora Woleńskiego oraz dyskusji z moją mądrą, opanowaną i delikatną żoną dotarłem do pewnej autorefleksji. Na przykładzie artykułu pana profesora wyjaśniam.

Profesor opisuje w sposób zdecydowany, ale równocześnie bardzo kulturalny i delikatny zdarzenia, na myśl o których mnie niestety krew zalewa. I nie potrafię opanować emocji, które trafiają również na "papier" kiedy próbuję je komentować. Za co serdecznie czytelników, których nazbyt agresywne wypowiedzi zraziły, przepraszam. A Panu Profesorowi dziękuję za przykład, że jednak da się.

Obyśmy wszyscy (a szczególnie niżej podpisany) umieli panować nad językiem i mówić konstruktywnie i bez nienawiści szczególnie wtedy gdy to najtrudniejsze.

poniedziałek, 5 marca 2018

O ustawie dezubekizacyjnej

PiS już ma krewna rękach. Rękami posłów PiS, choć z pomysłu Kaczyńskiego oczywiście, stworzono ustawę-potworka, która pochłonęła już życia ludzi. Odbiera często jedyne środki do życia osobom, które służyły w służbach mundurowych za czasu PRL (podobno wtedy nie było Polski, więc co wam, kanalie, do tego, gdzie kto wtedy służył). Nie ważne co robili, uznani są za winnych i zniesławieni (podobnie jak pan dr G przez Ziobrę kilka lat temu - nic się nie zmieniło). Ciekawe, czy jutro nie będą karać strażaków, że gasili w PRL pożary - a niech by płonęło, w końcu to PRL, a nie PiSolska.

Panie i panowie z PiS, przestrzegam. Dziś wy mścicie abstrakcyjne krzywdy, których nie doznaliście. Jutro rozgniewany naród osądzi nie tylko Kaczyńskiego, ale was też. A w przeciwieństwie do funkcjonariuszy, którzy bronili obywateli PRL przed bandytami, pracowali w wywiadzie dla Polski, siedzieli za biurkiem lub narażali swe życie dla Polaków wy zawiniliście. Bo to Wasze ręce idą w górę za bezprawiem i to Wy podpisujecie te barbarzyńskie dokumenty.